RSS
piątek, 31 lipca 2009
Mission completed

No więc dziś mija termin, jaki sobie wyznaczyłam 1 lipca na dotrzymanie pewnego postanowienia względem siebie i go dotrzymałam. I się czuję z tym faktem zajebista, a co. Toteż się Wam chwalę oraz zapisuję ku pamięci :)

Nie będę się wdawać w szczegóły, ale ma to związek ze zmądrzeniem m.in. i trzymanie się planu mnie bardzo usatysfakcjonowało. Teraz se może rzucę wyzwanie długofalowe, sky is the limit, no nie :)

a poza tym co, byłam wczoraj na epoce lodowcowej w trójwymiarze i cieszyłam się jak dziecko z tego efektu 3D. Serio, zajebioza. No ale ostatnie "3D" jakie widziałam to były te takie fioletowe i zielone, czy jakies tam, obrazy nakładane na siebie i zakładanie okularów z dwóch kolorów folii, więc trudno się dziwić, że efekty cyfrowe mnie zachwyciły :))

no bo film taki przeciętnie zabawny. Tzn. na pewno mniej niż część pierwsza, ale może to dlatego, że ona była pierwsza i zaskakiwała :) Ale jak kto sie zastanawia nad obejrzeniem tego w kinie to idzcie koniecznie na wersję trójwymiarową.

i jeszcze bym się może powywnętrzała o innych pierdołach, ale stanowczo nadszedł czas, by przestać się szlajać po internecie i wziąć się w końcu do roboty, bo od rana nic konstruktywnego zawodowo nie zrobiłam :P

11:09, zblazowana
Link Komentarze (4) »
piątek, 24 lipca 2009
Zapierdol

Uznałam, że mój nastrój ostatnio wpasowuje się doskonale w konwencję niniejszego blogaska, toteż zdecydowałam się na kolejny kombak :)

Poza tym skonstatowałam, że nie mam obecnie na bloxa blokady pracowego filtra, a kiedyś miałam, stąd powstanie bro-blogaska. No nie trafisz za tymi moimi informatykami :]

Wracając do meritum - se pomarudzę:

Jestem chronicznie zmęczona, w pracy szał jakiś ostatnio był, choć myślałby kto, że w lato powinna być stagnacja i czytanie pudelka (no dobra, dzisiaj trochę jest, w każdym razie jak dotąd i oby tak pozostało), do tego kuzynka z dwumiesięcznym maleństwem jest w wuwua w szpitalu, więc prawie codziennie mam godzinną wycieczkę z pracy tam i dwugodzinną z powrotem do domu i jak docieram to już trę nosem o ziemię. No ale jest jak jest, trza kuzynce dotrzymać towarzystwa i dowieźć wszystko czego potrzebuje, bo by tam inaczej ocipiała zamknięta 24/7 na oddziale i zamartwiająca się o maluszka.

Żeby nie było zbyt nudno babcia postanowiła juz teraz przepisać na mnie i brata co tam ma do pozostawienia po sobie, bo już histeryzuje, że nie dożyje, choć nie jest ani strasznie stara ani strasznie chora (na szczęście). no ale lubi wokół siebie trochę szumu zrobić, więc już położyliśmy uszy po sobie, wykonaliśmy milion telefonów uzgadniających i pojechaliśmy z połową mojej pensji do notariusza u  niej w mieście w tym upale wczoraj. a potem do szpitala, a jakże.

A jak jeszcze ktoś uważa, że dalej nudno, to dorzucę nieustającą gorącą linię telefoniczną w sprawie róznych urodzin i imienin wypadających akurat teraz no i w związku z tym moich niesustających misji zakupowych, no bo kto wymyśli i pojedzie kupić jak nie ja.

W charakterze wisienki na torcie pierdolnika pozwolę sobie dołożyć fakt, iż siłą rozpędu po obronie mgr'a już ubiegam się o podyplomówkę i załatwiłam sobie z pracy pięciotygodniowe szkolenie, co skróciło czas operacyjny na tegoroczny urlop do bardzo precyzyjnie wykrojonych dwóch tygodni po zakończeniu jednego i przed rozpoczęciem drugiego, na które jeszcze muszę coś zaplanować, ale, szczerze mówiąc, już mi się nie chce...

No.

Ulżyłam se :D

a co u Was..?

10:36, zblazowana
Link Komentarze (14) »
wtorek, 23 czerwca 2009
W kwestii mgra
to ostatni wpis okazał się leciutko przesadzony, albowiem praca została oddana, a obrona jest jutro (czy raczej dzisiaj)

to tak w ramach apdejtu napiszę se w kosmos na moim megapopularnym blogasku :D

i jeszcze chciałabym zdementować pogłoski jakobym była niedopchnięta. wręcz przeciwnie :> ale dziękujemy oboje za troskę :>

no a poza tym co... nie mam dostępu do bloxa w robocie, w domu mam na stanie brata, broniącego kompa jak niepodległości, a mój pierdolony laptop po raz kolejny zdechł. i tak jakoś...

ale jak zwykle wpadam tu w momencie takzwanego zwrotu akcji tudzież "pisze do ciebie pamiętniczku z samego środka dupy tuż przed terminem", dokładniej terminem wytworzenia prezentacji na obronę

czyli wszystko w normie

albo i lepiej, gdyż poziom zajebizmu mi się tak długo utrzymuje stały i wysoki, że aż nabrałam obaw, czy aby nie dorastam i nie przestałam być emo alboco

no ale co poradzi człowiek, że się starzeje :>

(dobra, idę pisać, bo czuję w kościach nadchodzącą panikę przedegzaminacyjną :>)
00:19, zblazowana
Link Komentarze (9) »
czwartek, 16 kwietnia 2009
what was I thinking?!?!?!
chujdupacyce

z każdą minutą jestem w głębszej dupie, proporcjonalnej do gigantycznego przechuja, jakiego położyłam na całą sprawę wtedy kiedy był na to czas, np. choćby w zeszłym tygodniu

tak bardzo nie potrafię się zmusić, żeby to gówno zakończyć, nie wiem, wysilić się, cokolwiek, że to aż nieprawdopodobne... jestem patologicznie leniwa

nawet kurwa teraz. kiedy mam właściwie wielkie nic do pokazania na konsultacji, a klepię na blogasku

ja wiem, że z tego żartowałam nie raz, ale opuścił mnie rozrywkowy humor i się poważnie zapytuję - czy to jest kurwa jakaś jednostka chorobowa? czy to jest uleczalne? ten totalnie analny stosunek do obowiązków?

bo jak nie, to coś czuję, że będę zajebiście dostawać po dupie w życiu.

co gorsza

słusznie :/

a teraz, złożywszy samokrytykę, poczekam i zobaczę czy może mnie jednak najdzie przed  wyjściem do pracy za parę godzin. choć nadzieja mnie opuściła razem z optymizmem.

albo nie wiem, popełnię harakiri długopisem, bo na co światu taka bezproduktywna jednostka nie wytrzymująca nerwowo własnej bezproduktywności...

demyt.
00:16, zblazowana
Link Komentarze (3) »
środa, 01 kwietnia 2009
dwie bitwy nasze, zobaczymy jak wojna
kłopoty mam ostatnio z tym pieprzonym mgrem takie, że rence opadajom, wszystko się ordynarnie spierdoliło, ale z pomocą sił wyższych i przychylnością kilku osób (są jeszcze dobre ludzie na tym łez padole) uskuteczniam kombinacje

no bo kurde, zawzięłam się i nie popuszczę. jeśli się poddam, to nie wiem kiedy tym magistrem zostanę, po czterdziestce..?

sytuacja jest ogólnie taka bardziej beznadziejna, co w jakichś 90% stanowi moją winę (reszta to pech i brak dobrej woli coponiektórych). szanse na wyrobienie się z całym przedsięwzięciem do 20 maja są marne, ale pracuję nad tym, no bo co niby - mam paść na łóżko z płaczem i pogrążyć się w depresji..?
 
chyba mi dobrze kryzysy robią na motywację, ustawiają priorytety na powrót we właściwym porządku :>

jak dotąd szczebelek po szczebelku pnę się mimo wiatru w oczy w kierunku zmieszczenia się w terminie

1 szczebelek - udało się zorganizować temat zastępczy i alternatywny przedmiot badań, jako zamiennik tematu, którego użyć mi nagle zakazano

2 szczebelek - udało się uzyskać zgodę na tę alternatywę ze strony władz instytucji

3 szczebelek - dziekan, odbywszy ze mną krótka acz treściwą rozmowę, nabazgrał mi dziś na podaniu sakramentalne "wyrażam zgodę na zmianę"

co przede mną? cóż, cała reszta

dzisiejszą noc zasponsoruje fastrygowanie szkicu części pracy, ogarnianie nowych tez, założeń, metod badań itd.

jutrzejsze popołudnie to kolejna bitwa, tym razem z promotorem - żeby się łaskawie też zgodził na zmiany, zatwierdził nowy gryplan i raczył przyjąć szybsze tempo tworzenia razem ze mną tego całego szajsu

ciekawe swoją drogą czy moje moce perswazji na niego podziałają równie skutecznie co na dziekana. w sumie się spodziewam raczej kłód pod nogi, ale pożyjemy zobaczymy

a poza tym co... no zapierdol. tak zwane przysiadanie fałdów i mozolna pisanina, czyli to czego nienawidzę najbardziej na świecie, ale wiem, że warto  się zmusić.

a propos zapierdolu - idę się kopnąć w dupę w kierunku pisania, bo jak pokazuje życiowe doświadczenie - samo się raczej nie napisze.

ale se chociaż pomarudziłam, lepiej mi ;]
15:57, zblazowana
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 91